Słowa prosto z lasu

Pocałunek kochanka

Człowiek różne umiejętności od Wszechświata dostaje. Jeden auto naprawić potrafi, nawet jak takie nowoczesne, że milion kabli pod maską się mieści. Inny patrzy i aż w oczach mu się mieni, pojęcia nie ma co do czego. A ten wie. Tu odepnie, tam podepnie i już naprawionym autem przez życie możesz na nowo gnać. Inny człowiek z kolei ogórki najlepsze kisi. Takie zdrowe, z liściem dębu w słoju zatopionym. Chce, by ludziom smakowało i jedli to co wraz z prawdą w środku, między zielem angielskim a czosnkiem poupychane. Bez tego całego kłamstwa, co w marketowych słojach się skutecznie ukrywa. Jeszcze inny książki pisze, by ludziom nadzieję dać, może wiedzą o życiu obdarować. W lepszy świat zabrać, albo w taki,  co to w głowie się nie mieści.  Niejeden człowiek, ledwo się narodzi a już wie jaka praca sensem życie mu wypełni. Bywa, że inny po latach się ocknie i jakby do siebie, w któryś poniedziałek powie: w cholerę z tym biurkiem, tymi papierami, marzenie o rzeźbieniu w drewnie spełnić zamiaruję.

A Ona jaśminowe pianki ubija, masła z lawendy kręci, mydełka co zioła w nich zatopione w dłoniach ugniata. Kule takie turla, co kąpiel dzięki nim przyjemniejsza. To wszystko dla ludzi. Prosto z natury wyjęte. I tak bardzo tym cieszyć się potrafi, jak mało kto. Jak mało kto, życie docenić umie.  Dużo, by pisać o tym jak od zawsze o zdrowie człowieka dbać chciała. Wyuczyła się nawet jak to robić. Prawdę nieść, pomóc temu, co na pomoc czeka. Kręty los, po latach pokazał, że nie tam prawdy o zdrowiu szukać trzeba. Nie raz siebie pytała: gdzie zatem szukać jej mam, by drugiemu najszczerzej ją podarować? I znalazła. Sama nie wie czy poniedziałek to był, sobota może, że obudził ją nagle „Słoneczny poranek” co zapach dojrzałej pomarańczy miał, potem pojawił się „Delikatny dotyk” jaśminu i wyczekiwany „Pocałunek kochanka” o woni ulubionych płatków kwiatów, takich, że oszaleć można. W sumie nie wiadomo czy tylko od zapachu oszaleć, czy od tego kochanka jakby. By na koniec zatopić się w „Spokojnym śnie” obłędnej, ciemnofioletowej lawendy. Te jej „Babeczki w kąpieli” to jak najlepsze przyjaciółki, co to przez życie z nią krok w krok idą. Czasem razem z nią radość z dnia codziennego dzielą, ale bywa, że i przemówić muszą: „ Izuniu, nie czas na żal, i na smutek to też nie pora. Dalej iść trzeba, przed siebie Izuniu trzeba”.

We mnie wiara ogromna jest taka, że są przedmioty, co własną energię posiadają. Energię, co dobry człowiek całe kilogramy jej  w swoim dziele umieszcza. Ale są i takie, co na taśmie w wielkiej fabryce, ostatnie tchnienie oddały. I co człowiekowi dać mogą? Nic. Puste takie i znaczyć nic nie znaczą. Radości dać nie mogą, bo skąd ją wziąć mają? Z maszyny? Z taśmy, co każda rzecz jednaka, że aż w oczach się miesza.

 Iza, w każdym słoiczku jakby serce swoje zamykała, by drugiemu podarować. Każdą nakrętkę samodzielnie dekoruje, a to lawendą a to werbeną czasem. Po nocach pewnie nie raz siedzi, by kosmetyk najlepiej jak umie udekorować. Ile to myśli przy takim dekorowaniu do głowy napływa. U niej to pewnie same dobre się kłębią. No i po te słoiczki samodzielnie do drugiej wsi wyrusza. Z tymi słoikami to czasem trzy światy. Pani w sklepie powie: „nie sezon już. Wykupione”. Braknie, i rób ty człowieku co chcesz.  Każde mydełko tylko naturą barwi. Maliny suszone, jagody koloru tym mydełkom nadają. To jakby słońca im nadają.

A ja najbardziej „Pocałunek kochanka” preferuję. I nawet małżonek o te moje preferencje spokojny. Nie raz od niego samego tego kochanka w podarunku dostaję. Kochanek w łazience przy lustrze swoje miejsce odnalazł. Taki świat nastał, że i małżonek i kochanek legalnie w jednym domu egzystować mogą.  Małżonek z kolei dzień w dzień w lawendzie zatopiony. A wyżej wymieniony balsam też do mnie należy. No i tu już nie ukryje przed światem, choćby chciał, że pół słoika na twarz se nałożył. Niejeden powie: ooo chłop a lawendą wysmarowany. A kto komu zabroni, w luksusie codziennie się kąpać? Mówi, że wiecznie młody chce być, to fioletu kilogramy na lico pruje. I czasem, gdy do snu już ułożona jestem, to sama nie wiem, czy w łóżku drewnianym, we własnym domu zasnęłam czy może w plantacji lawendy, za miedzą sen mnie zmorzył. Takie aromaty.

Tak to jakoś los poukładał, że Iza do naszego Lasu czasem przybywa. I te lawendy, słoneczne poranki, spokojne sny, tych kochanków w kuferkach taszczy. Małżonek z kolei innych do dobrego zachęca. Na dobrą szosę, do zdrowia wraz z Izą sprowadza. I niejeden co nabędzie, po następne przychodzi i mówi, że bez tego kochanka to ani rusz. Że ten delikatny dotyk, że wreszcie u jego boku spokojnego snu zaznał. A  potem te słoneczne poranki to takie, że ho ho.

Jak to dobrze dla świata, że niejeden swój wyuczony fach porzuci. Fach, co kłamstwem po brzegi wypełniony i bliźniemu nic dobrego nie niesie. Jak kula u nogi tylko i iść do przodu zabrania. Wiele lat w nieświadomości, w tej mordędze się trwa. A przecież można boso po trawie stąpać, na drewnianej tacy samo dobre poukładać. Człowiekowi innemu swój talent podarować. Energię taką, że aż rozsadzić może. Powiedzieć: proszę, kawałek serca Ci oddaję, zamknęłam w słoiczku z nakrętką w kolorze lawendy. W tym słoiczku, co nie sezon na nie i w wiejskim sklepie już zabrakło.

Kto zechce mieć własny „Słoneczny poranek”, „Spokojny sen”, „Delikatny dotyk” czy „Pocałunek kochanka” w postaci masła do ciała, pianki myjącej, peelingu z brązowego cukru, babeczki do kąpieli czy mydełka na bazie naturalnych olejów? A także morza wiedzy na temat dbania o ciało zupełnie naturalnie, bez grama chemii? Zapraszam do kontaktu na fb z ekipą z Lasu: facebook „Babeczki w kąpieli”, facebook Łukasz Ciotucha lub facebook Prosto. Z Lasu

Iza
Łukasz